Uwaga! Nowy wirus: niezamilionmonetoza

Oto on: nowy wirus świata biznesu online – niezamilionmonetoza. Tak, tak, nie trzeba być lekarzem, żeby go zdiagnozować i wytropić. Jest wszechobecny i coraz bardziej panoszy się w praktycznie każdym biznesie. Bez względu na to, czy sprzedajesz kosmetyki, ubrania, czy może szkolenia online na pewno się z nim zetkniesz. I albo mu ulegniesz, albo się wkurzysz (jak ja!) i powiesz głośne: odwal się!

Jak na osobę obecną w świecie online, tu działającą i oferującą swoje usługi przystało, staram się być na bieżąco. Czytam, słucham, udzielam się w różnych grupach. Działam od roku i muszę powiedzieć, że kiedy zaczynałam, to zjawisko nie było jeszcze tak powszechne. O czym mowa? O nowym wirusie, który coraz bardziej roznosi się w biznesowym świecie online.

Myślę tu o tych wszystkich wpisach, w których ktoś szuka doradcy, eksperta czy podwykonawcy i kończy swój post znamiennym wyrażeniem “nie-za-milion-monet”. Taaaa. Zawsze kiedy widzę, że kogoś dopadł wirus zastanawiam się: człowieku, chciałbyś dostać usługę byle jaką, przypadkową i szkodzącą – lub w najlepszym przypadku – nic nie wnoszącą do Twojego biznesu? Bo tak będzie, jeśli jedynym kryterium jakie stosujesz, jest niezamilionmonetoza.

Pewnie się to paru osobom nie spodoba, ale kurczę, zastanówcie się: jeśli chcesz tanią usługę, to nie oczekuj jakości VIP. Potem widzę wpisy, że ktoś niezadowolony, że nie do końca dostał to co chciał, że spodziewał się czegoś innego. Naprawdę? To do cholery, uszanuj wiedzę i doświadczenie PRAWDZIWEGO eksperta i nie rozliczaj go z monet, a z efektów! Zapłać za jego ekspertyzę, której tak poszukujesz i uznajesz za przydatną w swojej działalności. Założę się, że nie żywisz się tylko śmieciowym jedzeniem, bo jest tanie. To dlaczego chcesz do krwioobiegu swojego biznesu wpuszczać parówki zamiast wysokiej jakości domowej szynki?

Inną odmianą niezamilionmonetozy jest coś, co akurat mnie przytrafia się dość często. Ktoś do mnie pisze z prośbą o “rzucenie okiem przy okazji” i podzielenie się feedbackiem. Zastanawiam się, co takie osoby chcą osiągnąć? Nic nie znaczące stwierdzenie “wygląda OK”? Bo przecież nie spodziewają się chyba, że “rzut oka” przerodzi się w pełnowymiarowy audyt ich działań i kilkustronicowy feedback.

Uczciwie odpowiadam: nie, nie rzucam okiem przy okazji (w sumie nie wiem, przy jakiej okazji miałabym to robić? Bo takie stwierdzenie zakłada, że nie poświęcam temu zadaniu czasu, więc może przy okazji prysznica? Albo kiedy stoję w kolejce do kasy w sklepie?).

Jestem ekspertką, która poważnie podchodzi do swojej pracy. Nie odstawiam fuszerek. Szanuję nie tylko mój czas, ale przede wszystkim JAKOŚĆ jaką chcę dostarczać.

Zanim teraz prychniesz i pomyślisz “phi! łatwo mówić, jak się ma kasę na korzystanie z tylu dostępnych opcji”, to coś Ci podpowiem. Z własnego podwórka, bo sama mam mocno napięty budżet na działania promocyjne. Nie korzystam ze wszystkiego! Ba! To, że ktoś jest mega polecanym ekspertem-gwiazdą z milionowymi stawkami, nie znaczy, że muszę skorzystać z jego usług. Wolę znaleźć mniej rozpoznawalne nazwisko z rzetelną wiedzą. Jestem pewna, że nie będę wtedy kolejną pozycją na liście zrealizowanych zamówień. Jestem też pewna, że dostanę o wiele bardziej spersonalizowaną usługę.

Podsumowując: nie ulegajmy wirusowi! Budujmy świadomie odporność naszego biznesu na tego typu działania i korzystajmy z wyselekcjonowanych ofert. To naprawdę daje dobre efekty!

PS. Gdybyś chciała sprawdzić np. swoje teksty na www nie w formule “rzuć okiem”, to mam coś dla Ciebie!