Jak przetrwać czas flaka

Jak przetrwać czas flaka – to było moje wyzwanie przez ostatnich kilkanaście dni. I nie mówię tylko o komunikacji marki, pokazywaniu co robię, ale o ogólnym samopoczuciu. Czas flaka, to taki czas, kiedy absolutnie, ale to nic mi się nie chce. N-I-C!

Jako, że piszę tutaj głównie o komunikacji marki i budowaniu rozpoznawalności, pomyślałam, że podzielę się swoim sposobem. Jestem pewna, że wszystkie osoby, które prowadzą swój biznes, budują swoją markę – dopada od czasu do czasu totalnie zniechęcenie. O co chodzi?

Chodzi o to, że czuję się totalnie pozbawiona energii. Jakby ktoś specjalną pompką odciągnął chęć do działania z każdej możliwej komórki mojego ciała. Nie ma wtedy mowy o kreatywności, tworzeniu i rozwoju. Jest czas flaka!

Przez ostatnich kilkanaście dni z zażenowaniem sprawdzałam swoje social media, bo nie chciało mi się wymyślać fajnych treści. Zasięgi spadały dramatycznie, a mnie nic nie chciało się robić. Jako osoba z natury energiczna i kreatywna, non stop coś notująca, czy uruchamiająca dyktafon, żeby pomysł nie uciekł – nie znoszę czasu przestoju. Nie znoszę być flakiem!

I wiesz, jeszcze jakiś czas temu pogrążyłabym się w poczuciu winy i beznadziejności. Tym razem jednak było inaczej. Dlatego właśnie chciałabym podzielić się z Tobą swoimi sposobami na mądre odzyskanie energii.

Jak wrócić do siebie kiedy nic mi się nie chce?

1. Dałam sobie czas

Tak po prostu sama sobie odpuściłam. Nie tylko w firmie, ale i w domu. Pozwoliłam, żeby inni zajmowali się mną czy domem. Ja sobie zwyczajnie byłam. No, od czasu do czas poszłam na spacer. Robiłam danego dnia tyle, na ile starczało mi energii. Dałam sobie prawo do bycia zmęczoną i przepracowaną.

2. Nie wstydziłam się

Ja 30-letnia umierałabym ze wstydu, że bezproduktywnie spędzam czas. Bo to przecież nie wypada. Ja?!? Tymczasem, ja 40-letnia jestem świadoma czego chcę i co jest dla mnie dobre, zgodne z moimi wartościami. I szczerze, to średnio mnie interesuje co sobie pomyślą inni (szkoda, że tak późno 😉 ).

3. Komunikowałam

Zarówno w domu, jak i osobom, które pisały z pytaniami o współpracę – komunikowałam wprost, że nie jest to dla mnie najlepszy czas. Potencjalnych klientów prosiłam o kontakt za parę dni, pilnowałam potem tego terminu. I wiesz co? Nikt się nie obraził, a ja właśnie dopinam dwie świetne trenerskie współprace, których nie mogę się już doczekać.

Podsumowując – kiedy dopadnie Cię taki czas, daj mu minąć. Po prostu. Rób niezbędne minimum, ale znajdź też chwilę, żeby poleżeć na trawie, posłuchać ptaków, albo zwyczajnie dłużej pospać. To naprawdę działa.

Wiem, bo wszystko przetestowałam 😉